Marcin Kącki, „Białystok. Biała siła, czarna pamięć”

białystok Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015
Liczba stron:
Źródło: prezent od męża

No dobra. Byłam w Białymstoku, przeczytałam książkę Kąckiego.

To jak, czy Białystok faktycznie jest antysemicki i dążący do bycia prawilnym, stuprocentowo polskim miastem?

I tak, i nie. 

Już na ostatniej Blogowigilii słyszałam, jak bardzo zła jest omawiana przeze mnie dzisiaj książka. Otoczona białostockimi blogerami zapoznawałam się ze wszystkimi argumentami rozmówców – zarówno tymi za (chociaż było ich niewiele), jak i przeciw treściom zawartym w dziele Kąckiego. Nie będę oceniać, dopóki sama nie przeczytam, pomyślałam. Wpierw jednak chciałam zobaczyć na własne oczy, jak wygląda Białystok, jak zachowują się mieszkańcy tego miasta.

Byłam, widziałam, poobserwowałam – efekty moich obserwacji możecie przeczytać tutaj. Niestety, postanowiłam zignorować zamierzoną wcześniej kolejność i zabrałam się za czytanie Białej siły, czarnej pamięci na kilka dni przed wyjazdem, co spowodowało, że bałam się tam pojechać jak jasna cholera.

Nim opowiem, z czego wynikał mój strach, pozwólcie, że wprowadzę Was w temat. Białystok. Biała siła, czarna pamięć to zbiór reportaży, napisanych przez osobę z zewnątrz (autor pochodzi ze Stargardu Szczecińskiego, od wielu lat działa w Poznaniu). Zamieszczone tam teksty są o tematyce białostockiej lub dotyczącej okolic Białegostoku (np. miejscowości takich jak Łapy, Jedwabne, Sejny). Praktycznie wszystkie z nich dotyczą słynnej białostockiej wielokulturowości, zjawiska, o którym w zasadzie należy mówić w czasie przeszłym. Tak, jak pisałam w notce o moim wyjeździe – w Białymstoku praktycznie nie ma już Żydów (poza nielicznymi wyjątkami), z innymi mniejszościami sprawa wygląda inaczej, niż przed wojną. Ślady po czasach, kiedy Polacy współdzielili to miasto z innymi nacjami, jak najbardziej jednak istnieją.

Z książki Kąckiego wyłania się obraz miasta zacofanego, nierozwijającego się kulturowo, odrzucającego jakiekolwiek próby zmiany stanu rzeczy. Autor bierze na warsztat wszystkie możliwe zagadnienia związane z Białymstokiem – od antysemityzmu (zaczynając od Holokaustu, a kończąc na tym, że lepiej nie wychodzić na ulicę w jarmułce), przez żołnierzy wyklętych, kwestię prawosławia, skończywszy na in vitro. Cóż, brawa za pomysł, zrobienie przekroju problemów jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Jednakże nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż Białystok jest miastem chorym, w dodatku cierpiącym na chorobę, która zżera je od środka. Cała ta okolica wydaje się być terenem skażonym, niewartym zamieszkania, o ile nie jest się stuprocentowym Polakiem z aryjską urodą i nieskalanym pochodzeniem. Podczas czytania cały czas coś mi nie grało, zastanawiałam się, skąd wzięła się ta białostocka ksenofobia, wynikiem czego jest. Nie wierzyłam, że jedno zwyczajne miasto może być aż tak odpychające dla osoby spoza niego.

Mój strach przedwyjazdowy wynikał z sugestywności reportaży. Bałam się (wiedząc, iż moje obawy są kompletnie irracjonalne), że podczas wyjazdu stanie mi się jakaś krzywda. Wystarczy, że zadam o jedno pytanie za dużo (lub w ogóle zacznę pytać o Żydów), spojrzę się krzywo lub że ktoś stwierdzi, że mam wypisaną na czole miłość do narodu żydowskiego*. Lektura książki Kąckiego absolutnie nie nastraja czytelnika pozytywnie, moim zdaniem może co poniektórych zniechęcić do wizyty w tym swoją drogą naprawdę ładnym mieście.

Muszę jednak przyznać, że Marcin Kącki ma dużo racji. Białystok jest miastem, które w pewnym stopniu wyparło pamięć o swojej wielokulturowości. Owszem, znajdziecie tam ślady koegzystencji rozmaitych narodów (chociażby pod postacią tablic, pomników, oznaczeń na domach), ale z wiedzą autochtonów bywa różnie. Na ogół sama nie miałam problemów z poproszeniem o pomoc w dotarciu do jakiegoś zabytku (pozdrawiam pana ochroniarza, który pokazał mi drogę do Spalonej Kopuły), ale często i gęsto słyszałam zdziwienie w głosach moich rozmówców, kiedy opowiadałam im, co właśnie zobaczyłam. Ludzie przechodzą koło budynków po synagogach, nie patrząc nawet na tablice pamiątkowe. Nie wiedzą, gdzie znajdują się muzea, galerie, rzeczy warte uwagi.

Ten problem nie dotyczy jednak samego Białegostoku – to zagadnienie ogólnopolskie! Podobnie jest z antysemityzmem, polewaniem farbą nagrobków na cmentarzach, zaniedbywaniem lub umyślną dewastacją tychże, niechęcią do obcych… Oczernianie jednego miasta za wszystkie jego grzechy nie jest moim zdaniem dobre. Prędzej należałoby się zastanowić nad tym, skąd w nas, Polakach, biorą się myśli prowadzące do wspomnianej dewastacji, zapominania czy też otwartej wrogości wobec innych.

Odnoszę wrażenie, iż autor obrał sobie za myśl przewodnią podczas pisania coś w stylu „Udowodnię całemu światu, że Białystok jest beznadziejny”. Nie bronię mu tego, absolutnie, ma prawo do swojej opinii. Nie wiem jednak, jaki sens miało pisanie reportaży z ustalonym z góry założeniem, że wszystko, co pozytywne, jest w tym mieście z góry skazane na klęskę.

Moi drodzy, przeczytajcie Białystok. Białą siłę, czarną pamięć chociażby po to, by wyrobić sobie własną opini i skonfrontować swój polski punkt widzenia z punktem widzenia innego Polaka. To nie jest niepotrzebna książka – to, że wywołała we mnie nieciekawe emocje, absolutnie nie oznacza, iż jest niewarta uwagi. Bo jest warta. To ważna pozycja chociażby dlatego, bo porusza zagadnienie, z którym trzeba walczyć – polską ksenofobię.

***

W momencie rozpoczęcia prac nad tym wpisem gdzieś w facebookowym newsfeedzie natrafiłam na tenże artykuł. Moją reakcję znajdziecie poniżej.

Wstydzę się za swój naród. Wstydzę się za tych, którym myśl o wstydzie za własne czyny nigdy nie przyszła do głowy. Wstydzę się za to, że niektórzy moi rodacy postępują w taki sposób, są gotowi odrzucić członków własnej rodziny tylko dlatego, bo ci członkowie przyznali się do bycia homoseksualistą lub zakochali się w kimś innego wyznania/narodowości.

Wstydzę się za tych, którzy nazywają się prawdziwymi Polakami i krzyczą „Polska dla Polaków”. Jednocześnie wzbiera we mnie złość i pogarda dla nich wszystkich. Dla tych, co wywrzaskują swoją wyimaginowaną nienawiść, co chcą wygonić z Polski wszystkich cudzoziemców i uczynić nasz, mój kraj jednolitym narodowościowo.

Sami zwykle zapominają w swoim szaleństwie, że część ich rodziny wyemigrowała do Niemiec lub do Wielkiej Brytanii za chlebem. Stając się tym samym emigrantami, a co za tym idzie, zanieczyszczając społeczeństwo innych państw.

Nie mam dla nich zrozumienia. Nie znajduję w sobie zrozumienia dla ksenofobii, antysemityzmu, faszyzowania, chęci pozbycia się lub wybicia innych narodów, bo nasza nacja/rasa jest najlepsza. Aż chce mi się powtórzyć za Piłsudskim: naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.

*by rozładować napięcie: Kuba kiedyś zapytał, po co interesuję się Żydami, skoro oni na pewno nie interesują się mną. 😉

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii E-booki, Literatura historyczna (o Żydach, diasporze, Izraelu), literatura polska o Żydach, Podróże małe i duże, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s