Spacer po nowym cmentarzu żydowskim w Łodzi (17.04.2016)

Szaleję! W ciągu zaledwie dwóch tygodni zobaczyłam aż trzy istniejące* żydowskie cmentarze! A zanosi się na to, że będzie ich więcej w tym roku… Dobrze, nie wyprzedzajmy faktów, skupmy się na tym, co widziałam.

Po nekropoliach w Białymstoku oraz Tykocinie przyszedł czas na… Łódź. Zapytacie, skąd ten pomysł? Otóż wybierałam się na łódzki kirkut od bardzo dawna (podczas pierwszego wyjazdu do Łodzi niestety nie miałam czasu się tam udać). W którymś momencie doszłam do wniosku, że skoro już zdecydowałam się podróżować samotnie (czego dowodem jest wypad do Białegostoku), to czemu by nie wyskoczyć na jeden dzień do Łodzi? Wiecie, pojechać z samego rana, pochodzić po cmentarzu, zjeść obiad i wrócić do Warszawy?

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie musiałam jechać sama. Dlatego też dedykuję ten wpis Agnieszce** i Asi, moim dzielnym towarzyszkom 🙂

Nasz plan był prosty jak konstrukcja cepa: pojechać, pozwiedzać, zjeść obiad i wrócić. Oczywiście, nie obyło się bez perturbacji pod postacią łódzkiego maratonu, co znacznie utrudniło nam dojazd na cmentarz. Zdecydowałyśmy się więc iść z buta, co było przygodą ciekawą, aczkolwiek najeżoną trudnościami, zwłaszcza, jak nie ma się przy sobie mapy i nie zna się zbyt dobrze miasta 😉 Dlatego też warto mieć przy sobie telefon z GPS-em (niech wszelcy możliwi bogowie pobłogosławią Joannę B. i jej telefon! ^^).

Koniec końców po różnych perypetiach trafiłyśmy na skryty między blokami cmentarz.

Cmentarz żydowski w Łodzi. #łódź #lodz #czechożydekpodróżuje #jewsinpoland #jewishcemetery #kirkut

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Moi drodzy, dane nam było pojechać na jeden z największych cmentarzy żydowskich w Europie (Wikipedia twierdzi, że jest on drugi pod względem wielkości na naszym kontynencie). Został on otwarty w 1892 roku, jest on zresztą czynny do tej pory i służy lokalnej społeczności żydowskiej.

Dotarcie tam, wbrew obiegowej opinii, nie stanowi większych problemów, o ile zna się położenie wejścia. Tego właściwego. Najlepiej nie kierować się w stronę ciekawie zdobionej bramy od ulicy Brackiej, tylko od razu skręcić w ulicę Zmienną i podążać wzdłuż ogrodzenia. Trzeba trochę pokluczyć, ale efekt końcowy jest tego wart.

Po wejściu na teren nekropolii należy udać się do domu przedpogrzebowego w celu zakupu biletów. Tak, wejście na cmentarz jest biletowane, niemniej jednak warto moim zdaniem wydać astronomiczną kwotę w wysokości sześciu złotych polskich za osobę – z doświadczenia wiem, że zebrane w ten sposób środki idą na utrzymanie i renowację grobów.

Jeśli chcecie poznać więcej informacji na temat historii tego miejsca, gorąco zapraszam do przeczytania artykułu na portalu Wirtualny Sztetl. 🙂

Miałam przed sobą dość złożone zadanie: zwiedzić wszystko to, na czym mi zależało, opowiedzieć dziewczynom o specyfice żydowskich cmentarzy i jednocześnie nie obrzydzić im tej tematyki. Znam siebie i swoje szaleństwo, dlatego też przez kilka dni opracowywałam mały plan zwiedzania, by dawkować wiedzę w sposób rozsądny. Na szczęście dziewczyny bardzo szybko wykazały żywe zainteresowanie symboliką nagrobną, co zdecydowanie ułatwiło mi życie 🙂

Cmentarz zachwyca przede wszystkim swoim ogromem. Momentami odnosiłam wrażenie, iż ten spacer nie będzie miał końca – szłyśmy, szłyśmy, szłyśmy… Wszędzie wokół nas groby. Nekropolia jest zadbana, czysta, porośnięta drzewami. Odnosi się wrażenie, iż na przestrzeni lat, które upłynęły od momentu zakończenia wojny, tylko niewielka część tego miejsca mogła być zdewastowana i ograbiona z macew.

Powiem Wam szczerze, w życiu nie widziałam tak dobrze zachowanej ornamentyki na macewach! Chodziłam wraz z Asią i Agą od grobu do grobu, tłumaczyłam, co dany symbol oznacza, jednocześnie nie mogłam się nadziwić, w jak dobrym stanie były te symbole. To zdecydowanie ułatwiało mi przybliżanie moim towarzyszkom elementów kultury żydowskiej.

Nie jestem zwolenniczką robienia sobie zdjęć na kirkutach. Na ogół staram się podczas zwiedzania stosować się do zasad zachowywania się w tego typu miejscach, zasady te sprowadzają się do jednego – nie rób nic, czego nie mogą robić zmarli. Nie jedz, nie pij (z tym się absolutnie nie zgadzam, nawodnienie organizmu to podstawa, zwłaszcza podczas upałów)… I nie rób sobie zdjęć. Jakoś tego typu zachowania budzą we mnie sprzeciw. Tym razem jednak zrobiłam wyjątek, który macie okazję zobaczyć powyżej; poprosiłam dziewczyny o zrobienie mi zdjęcia z mauzoleum Izraela Poznańskiego. Nie każdy wie, ale to mauzoleum jest unikatem – to największy żydowski grobowiec na świecie, wybudowany wbrew prawom religijnym… Z mojej perspektywy mauzoleum jest przede wszystkim olbrzymie i stanowi pomnik upamiętniający fragment historii łódzkich Żydów, w szczególności fabrykantów. Chociażby tylko dlatego warto wybrać się na łódzki cmentarz.

Już sami wiecie, dlaczego nie mogłam oprzeć się pokusie zrobienia sobie zdjęcia 😉

Bardzo ciekawą sprawą jest pole gettowe, znajdujące się blisko ogrodzenia od strony Brackiej. Z daleka wygląda jak olbrzymi trawnik z poumieszczanymi co kilka kroków malutkimi tabliczkami, kiedy jednak podejdzie się nieco bliżej, widać wyraźnie, iż jest to miejsce pochówku. Wiele razy podczas zwiedzania tej części cmentarza przywoływałam w swoich Czechożydkowych wynurzeniach w opowieściach o różnych innych nekropoliach cmentarz gettowy w Terezinie, gdzie jest równie cicho i zielono…

Jedyne, co mi tak naprawdę przeszkadzało w zwiedzaniu to brak tabliczek po polsku. Historii konkretnych punktów na cmentarzu dowiadywałyśmy się albo z nielicznych drogowskazów (które nam swoją drogą niewiele mówiły), albo z porozmieszczanych tu i ówdzie nagrobków. Dostępne tablice zawierały napisy jedynie po hebrajsku, co parokrotnie uniemożliwiło mi odpowiedzieć na pytanie Nowacka***, co to jest? – chyba czas najwyższy zacząć się uczyć tego hebrajskiego…

Podsumowując – cmentarz żydowski w Łodzi to miejsce idealne na spacer. Dziewczyny były zachwycone, ja zaś zadowolona, że wszystko poszło zgodnie z planem. 🙂

Zmęczone, ale szczęśliwe 🙂 #czechożydekpodróżuje #jewishlodz #łódź #lodz #friends

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

 

*Białostockiego Parku Centralnego (Cmentarza Rabinackiego) nie liczę.

**Mam na myśli Agnieszkę Wasilonek, moją śliczną i dzielną świadkową 🙂

***Przyjaciele mają w nosie fakt, iż wyszłam za mąż i dalej zwracają się do mnie panieńskim nazwiskiem. Co mi nie przeszkadza, ponieważ jak ktoś krzyknie za mną Prószyńska, minie dobra chwila, nim się zorientuję, że o mnie mowa.

 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże małe i duże, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s