Brneńskie perypetie trójki blogerów, czyli jak podróżowaliśmy do Agnieszki (7-8.05.2016)

Wybierałam się do Brna od paru lat. Brak mojej wizyty w tym mieście motywuję faktem, iż najczęściej zwyczajnie nie było mi ono po drodze. Dlatego też postanowiłam wykorzystać najbliższą okazję do wyjazdu – nie czekać, nie zastanawiać się, tylko spakować torbę i jechać.

Moja przyjaciółka Agnieszka od kilku miesięcy przebywa w małej miejscowości oddalonej od Brna o kilkanaście kilometrów. Zapraszała mnie do siebie od jakiegoś czasu – jak się zapewne domyślacie, zaproszenie zostało przyjęte już dawno temu. Aga jednak nie domyślała się, że nie przyjadę sama… 😉

Moi drodzy, oto przed Wami historia kooperacji blogerskiej w składzie ja, Mantas Gmitrzuk (Podróże Mantasa) oraz Daniels Gratkovskis (Legendy Naszej Wsi). Innymi słowy, parafrazując Jáchyma Topola w Supermarkecie bohaterów radzieckich, jak podróżowaliśmy do Agnieszki i jaką niespodziankę jej zrobiliśmy.

Brnieńskie ulice. Coś pięknego. #brno #czechożydekpodróżuje #czechrepublic #street

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Planowaliśmy wyjazd od miesięcy. Naszym celem było przede wszystkim zaskoczenie Agi, zwiedzenie Brna i okolic, gdzie Aga mieszka, a także zwyczajne spędzenie weekendu we własnym, doborowym towarzystwie. Oczywiście, Agnieszka do samego spotkania nie wiedziała, co jej szykujemy (utrzymanie tajemnicy nie należało do najłatwiejszych zadań w moim życiu). Ryzykowaliśmy wywaleniem na zbity ryj odmową noclegu, a co za tym idzie, powrotem do kraju (albo szukaniem noclegu w Brnie), niemniej jednak wprowadziliśmy w życie moje motto życiowe*, wierząc, że będzie dobrze.

Zbyt dużo przygód po drodze nie mieliśmy. Słońce, brak dziur w nawierzchni, mały ruch – czego chcieć więcej? Zapakowaliśmy się w samochód w sobotę wcześnie rano, dotarliśmy do Brna przed piętnastą. I tu zaczęły się schody, ponieważ nie mogliśmy dojechać na dworzec, gdzie byłam umówiona z Agą… Wszędzie były albo zakazy skrętu, albo zakazy wjazdu… Koniec końców dotarliśmy, korzystając z pomocy przechodniów tylko raz. ^^’

Jeżeli kiedyś będziecie urządzać podobny wyjazd-niespodziankę, róbcie zdjęcia osobie zaskakiwanej. Mina Agnieszki była bezcenna 🙂

Teatr. #brno #czechożydekpodróżuje #czechrepublic #divadlo #husanaprovazku

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Nie nastawiałam się na zwiedzenie wszystkiego, co chciałam zobaczyć. Nie odwiedziłam ani jednego miejsca związanego z Żydami. Cmentarz żydowski widziałam z okna samochodu w drodze na dworzec (także wiem, gdzie jest!), nie starczyło nam czasu na zajrzenie tam. I tak nie mam na co narzekać – zwiedziliśmy kilka kościołów, zahaczyliśmy o zamek, a także wypiliśmy kawę w najlepszym barze świata o nazwie Bar, který neexistuje. Gorąco polecam, jakby co.

Brno nie jest miejscem specjalnie turystycznym. Oburzeni fani Brna, nie denerwujcie się, już spieszę z wyjaśnieniem! W porównaniu z takim Ołomuńcem tak naprawdę nie ma tam zbyt wielu rzeczy do zobaczenia. Owszem, brneńskie ulice robią wrażenie (patrz pierwsze zdjęcie), ale po kilku godzinach chodzenia po mieście doszłam do wniosku, że gdybym jeszcze miała zajechać do willi Tugendhat, synagogi oraz na cmentarz to poświęciłabym na całe Brno jeden intensywny dzień.

Nie o to jednak chodziło tym razem. Dla mnie najważniejsze było, że pojechałam tam z przyjaciółmi. Także jeszcze troszkę poczekacie na wpis o intensywnym (i przesyconym żydowskością) zwiedzaniu Brna. 😉

Poniżej znajdziecie niespodziewany żydowski akcent – tablicę upamiętniającą Annę Ticho, izraelską malarkę urodzoną w Brnie.

Mieliśmy kilka przygód związanych z kościołami w Brnie. Dla nas najważniejsza była katedra, która okazała się być imponującą tylko… z wierzchu. Serio. W środku nie było nic powalającego. Oczywiście, polecam tam zajść, jak będziecie mieli wolną chwilę, niemniej jednak nie nastawiajcie się na oszałamiający widok. Ja się nastawiłam, co przypłaciłam srogim zdziwieniem.

Za to szczerze zachwyciłam się tzw. Czerwonym kościołem, czyli kościołem ewangelickim. Jest to świątynia neogotycka, wybudowana z charakterystycznej, czerwonej cegły. Uczyłam się o niej na studiach, zawsze chciałam ją zobaczyć. No i miałam okazję 🙂 Wnętrze jest wręcz ascetyczne; uwielbiam kościoły protestanckie za ich skromne wyposażenie i brak malunków na ścianach. Miałam kiedyś epizod związany z warszawską społecznością ewangelicką, dlatego też odczuwam pewną słabość do takich kościołów.

Tak jak wspomniałam wcześniej, zahaczyliśmy o zamek. Niestety, nie udało nam się zwiedzić go od środka, ale obeszliśmy wszystkie zabudowania. Nie, żebym widziała wiele zamków, ale ten jakoś niespecjalnie przypadł mi do gustu. Za to zachwyciłam się otaczającą go roślinnością – park, a także miejsce z małymi wodospadami chwytają za serce. 🙂

Brno jest fajne do zwiedzania w grupie. Każdego z nas ciągnęło w inną stronę, każdy widział coś innego i pokazywał to pozostałym. Oczywiście, zwiedzanie ze mną to koszmar, ponieważ (jak dwulatek) potrafię nagle zboczyć z drogi, bo zaciekawiło mnie coś w zaułku. Niemniej jednak towarzystwo nie narzekało (dziękuję!), tylko dzielnie za mną podążało.

Polecam to miasto na weekendowy wypad. Jeżeli ktoś ma ochotę oderwać się od rzeczywistości, nacieszyć oczy zabytkowymi budynkami i nawdychać się świeżego powietrza przesyconego zapachem kwiatów (w naszym przypadku bzów), to niech czym prędzej rezerwuje samochód lub bilety na autobus/samolot.

Po zwiedzeniu Brna pojechaliśmy do miejscowości o nazwie Ochoz u Brna, gdzie znajduje się Kaprálův mlýn. Jest to kompleks zabudowań służących jako ośrodek skautowski, osoby zarządzające Młynem (moja nazwa robocza) nastawiają się przede wszystkim na działania proekologiczne, prowadzone są tam zajęcia dla szkół oraz rozmaite programy edukacyjne. Agnieszka pracuje tam jako wolontariuszka.

Młyn znajduje się w najpiękniejszym lesie, jaki miałam okazję ostatnio widzieć. Nie pamiętam, kiedy ostatnio mogłam nawdychać się świeżego powietrza w takich ilościach. To mały raj. Nie mogłam się nadziwić, tak tam pięknie.

Dość powiedzieć, że brakowało mi odpoczynku od zgiełku wielkiego miasta. Owszem, był Białystok, był Tykocin, ale to nie to samo, co czeski las 🙂

Pół niedzieli spacerowaliśmy po lesie. Po raz pierwszy w życiu chodziłam po jaskiniach z prawdziwego zdarzenia (niektórzy z Was pewnie pamiętają mój wypad do Štramberku, gdzie była jaskinia. Była, ale tylko jedna, poza tym weszliśmy tam bez latarek, więc to nie do końca to samo). Zwiedziliśmy w sumie trzy, przy czym momentami miałam wrażenie, że się zabiję o własne nogi lub się zwyczajnie ześlizgnę z mokrej skały. W miarę upływu czasu dostawaliśmy coraz większej głupawki 🙂

Postanowiłam, że w przyszłym roku wezmę tydzień urlopu i pojadę w podróż po Krasie Morawskim (czeska nazwa to Moravský kras, moim zdaniem brzmi o wiele lepiej). Mam tam sporo żydowskich zabytków… I przyrodę. Lasy. Czego chcieć więcej? 🙂

Najlepsi. #czechożydekpodróżuje #czechrepublic #kapraluvmlyn #moravskykras #friends

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Podróż do Polski nie była zbyt skomplikowana (poza poszukiwaniami stacji benzynowej, ale nie będę o tym pisać, bo chłopaki mnie zabiją ^^’), ale naznaczył ją smutek. Musieliśmy wracać do kraju, do obowiązków, pracy… Nieeeee… Ledwo wyjechaliśmy z Ochozu, już chcieliśmy wrócić.

Moje wnioski są następujące: wyjazdy nie zawsze muszą polegać na szaleńczym bieganiu od zabytku do zabytku, by zobaczyć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Najważniejsze jest przyjemnie spędzić czas z przyjaciółmi.

Chłopaki byli zachwyceni Brnem i okolicami. Mam nadzieję, że to nie będzie ich ostatnia wizyta w Czechach i że jeszcze wiele razy tam wrócą. Czy ze mną, nie wiem, czas pokaże. Bardzo bym tego chciała 🙂 Jak również chciałabym, by Aga mnie nie znienawidziła za niespodzianki i by kiedyś ze mną pojechała w kolejną podróż, tak, jak kiedyś wyruszyłyśmy do Oświęcimia i Terezina. dodać linki

Otaczanie się dobrymi ludźmi, którzy akceptują Twoje wady, jest nie do porównania z czymkolwiek na świecie.

Aga, Mantas, Daniels, dzięki za wszystko. Kocham Was.

 

*Na przypale albo wcale.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże małe i duże i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Brneńskie perypetie trójki blogerów, czyli jak podróżowaliśmy do Agnieszki (7-8.05.2016)

  1. Wyjazd wspaniały 🙂 Też liczę na wspólny wyjazd w przyszłości 😉 Puki co szykujcie się na skok z samolotu ze spadochronem!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s