Andrzej Koraszewski, „Wszystkie winy Izraela”

Okładka1 Wydawnictwo Błękitna Kropka, Nysa 2016
Liczba stron: 337
Egzemplarz recenzencki

Nietypowe listy do pewnej pani Z. O antysemityzmie, Izraelu i rzeczach pokrewnych. Niełatwa lektura.

Największą winą Izraela jest fakt, iż to państwo w ogóle powstało. Taki wniosek można wysnuć po przyjrzeniu się wszystkim komentarzom i opiniom antysemickim, jakie tylko można znaleźć w mediach. Ba, w samym Internecie, wiele nie trzeba.

Po jaką cholerę ten Izrael powstał? Na co mu to było? Na co to było wszystkim ludziom, którzy tam emigrowali i którzy przyczynili się do powstania znienawidzonego przez rzesze kraju? Czy Izrael powstały pod koniec lat czterdziestych był tworem potrzebnym?

Słyszę tego typu pytania raz na jakiś czas. Często mam problemy ze znalezieniem odpowiedzi na niektóre z nich, co sprawia, że sięgam po rozmaite źródła (Wam też to polecam). Też tym chętniej sięgnęłam po Wszystkie winy Izraela Andrzeja Koraszewskiego. Nie szukałam odpowiedzi, ale prędzej nakierowania na nie, podsunięcia mi niektórych faktów, które ułatwiłyby mi rozmowy ze znajomymi, a także poukładanie sobie w głowie rozmaitych myśli.

Wszystkie winy Izraela to zbiór listów zaadresowanych do niejakiej pani Z., a konkretnie do Agnieszki Zagner, autorki bloga Orient Express. Zapytacie zapewne, skąd taka forma i co to za listy. Spieszę z odpowiedzią – otóż Koraszewski zapożyczył formę książki od Kazimierza Brandysa, który także pisał listy do pewnej pani Z., ale były to listy w innym tonie i o innej treści. O ile Brandys opowiadał pani Z. o np. Żoliborzu*, tak Koraszewski zaproponował Agnieszce Zagner zamiast tego… zagrożenie. Już samo to stwierdzenie spowodowało, że nastawiłam się na ciężką tematykę.

I nie myliłam się. Tematyka listów jest ciężka. Oj, jest.

Listy Koraszewskiego do, że tak to ujmę, jego pani Z. nie dotyczą jedynie Izraela, domniemanych win tego kraju oraz panoszącego się po świecie antysemityzmu. To tak naprawdę listy o wszystkim, co jest związane z Izraelem w jakikolwiek sposób (czasem bardzo pokrętny i z początku niezrozumiały). Autor nie dość, że polemizuje z treścią wpisów na blogu Orient Express, to jeszcze w sposób inteligentny i imponujący dla mnie potrafi poruszyć dodatkowe, pokrewne tematy. Czytelnik znajdzie tu teksty poświęcone historii, polityce, literaturze, a także rodzinie…

Stop. O czym ja piszę. Zacznijmy od początku.

Moi drodzy, pierwsze sto stron bolało. Zaczęłam czytać tę książkę w lutym i pamiętam, że nie byłam w stanie przebrnąć przez początkowe listy. Poważnie zastanawiałam się nad porzuceniem tej książki… Dlaczego, zapytacie. Ano dlatego, że styl autora szczerze mnie denerwował.

Forma książki z początku była dla mnie niestrawna i niezrozumiała. Raz, że Koraszewski polemizuje z tekstami Agnieszki Zagner w formie książkowej (dyskutować o wpisach na blogu w… książce. Co do której nie ma pewności, czy została/zostanie przeczytana przez blogerkę. Tak, listy wskazują na to, że ich autor nie otrzymywał na nie odpowiedzi. Gdzie tu logika…?), odmienia słowo blog w sposób poprawny językowo, ale praktycznie przeze mnie niespotykany**, porusza niektóre wątki zaczepnie i nieustępliwie, zaczyna książkę od propozycji zagrożenia i dodatkowo omawia sposób moderacji komentarzy na blogu… Poważnie zastanawiałam się nad tym, czy nie trafiłam na publikację (pardon my French) jakiegoś oszołoma, co to się uwziął na losową blogerkę piszącą o Izraelu i postanowił skomentować w sposób rozwlekły każdy jej wpis. #skądjatoznam

Z czasem jednak zauważyłam, że absolutnie nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek oszołomie (z góry przepraszam autora, jeżeli czyta mój tekst i wziął sobie słowo oszołom do serca). Widzicie, w przypadku tej książki należy po prostu przyzwyczaić się do stylu i przeczekać te wspomniane wyżej sto stron. Później czyta się to o wiele łatwiej, ba, czasem nawet z przyjemnością. Autor (wcześniej kompletnie nieznana mi osoba) okazuje się być inteligentnym, ciekawym człowiekiem; ma niesamowitą wiedzę, potrafi odnieść się w swoich listach do wielu zagadnień, czasem związanych z Izraelem i antysemityzmem w sposób wręcz niewyobrażalny, ale możliwy.

Autor wydaje się wiedzieć, iż jego wypowiedzi są kontrowersyjne, zaś styl drażniący. Koraszewski potrafi być irytujący, nieustępliwy, czepliwy, męczący, ale momentami nie sposób odmówić mu słuszności. Wielokrotnie zwraca uwagę pani Z. (a pośrednio także czytelnikowi), że z tematyką antysemityzmu związana jest niesamowita ilość okrucieństwa – często niepotrzebnego, zbędnego, przesadzonego. Między wierszami idzie wyczytać, że ogólnie pojęta niechęć do Żydów i Izraela tak naprawdę nie przynosi nic dobrego, ba, jest szkodliwa i należy z nią walczyć, bowiem pociąga za sobą setki ofiar. Nie tylko wśród Żydów. i właśnie to najlepiej zapamiętałam z całej książki.

Moje wnioski są następujące – nie nastawiajcie się na lekturę lekką, łatwą i przyjemną. Niektóre przemyślenia autora potrafią wręcz mentalnie osaczyć człowieka, zmusić go do myślenia, zrewidowania własnych poglądów. Dla mnie Wszystkie winy Izraela to książka wkurzająca, ale jednocześnie dobra do spojrzenia na swoje poglądy z boku, przejrzenia ich, zastanowienia się nad nimi i sobą.

Za książkę pięknie dziękuję wydawnictwu Błękitna Kropka. Owszem, trochę przeszłam podczas czytania, niemniej jednak na dłuższą metę nie mam na co narzekać 🙂

*jakiś czas temu specjalnie na potrzeby tego wpisu udałam się do Biblioteki Narodowej w celu przejrzenia książki Kazimierza Brandysa pt. Listy do pani Z. – cóż, moje odczucia w stosunku do tego zbioru listów były zgoła odmienne, niż do omawianej dzisiaj pozycji. Raz, że Brandys „otrzymywał” odpowiedzi od adresatki swoich epistoł, dwa, tematyka tychże nie była aż tak ciężka i skomplikowana.

**mam na myśli dopełniacz, czyli kogo? czego?blogu. Na stronie dwudziestej siódmej pada stwierdzenie We wprowadzeniu do swojego blogu, które jest poprawne (blog jest rzeczownikiem męskim nieżywotnym), natomiast osobiście spotykam się z czymś takim po raz pierwszy. Taka wersja pojawia się w książce jeszcze kilka razy, ale brzmi dla mnie obco, ponieważ częściej widzę wersję z -a na końcu. Można się zastanowić nad tym, w jakim kierunku zmierza współczesna polszczyzna, a raczej jej kolokwialna wersja, skoro tyle lat siedzę w blogosferze, a najczęściej widzę, że można coś zawrzeć we wprowadzeniu do bloga

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura polska o Żydach, wątek żydowski i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s