Katarzyna Czajka, „Dwóch panów z branży”

Dwoch-panow-z-branzy-300-337x535 Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań 2016
Liczba stron: 376

Debiut prozatorski Katarzyny Czajki vel Zwierza Popkulturalnego. Zapowiadany jako powieść o przyjaźni i magii kina z dwudziestoleciem międzywojennym w tle. Co z tego wynikło?

Spoiler alert – książka zawiera przecinki! 🙂 Natomiast wpis zawiera śladowe ilości spoilerów, bo nie mogłam się powstrzymać. Wybaczcie. 

Mówiąc kolokwialnie, napaliłam się na książkę Zwierza jak szczerbaty na suchary. #poważnablogerka

Już w momencie, kiedy dowiedziałam się o dacie premiery, wiedziałam, że niedługo po tym ważnym dla autorki dniu będę trzymała w swoich czechożydkowych łapkach egzemplarz Dwóch panów z branży i zaczytywała się nim po uszy. Byłam pewna, że czeka mnie coś ciekawego – bloga Kasi czytam od lat*, wiedziałam, że raczej tego nie spieprzy nie dojdzie do sytuacji, kiedy zniesmaczona treścią (a raczej jej jakością) rzucę książką o ścianę.

Zaczęłam czytać omawianą dziś powieść dzień po premierze w drodze z pracy do domu (wielkie podziękowania i owacje na stojąco należą się Danielowi Gratkowskiemu, który był na tyle kochany, że podrzucił mi swój świeżo zakupiony egzemplarz do biura). Powiem tak: czytałam ją przed snem, do późna, w przerwach w pracy, w przerwach na evencie w pracy (schowana gdzieś za pudłami), w chwilach, kiedy śmiertelnie zmęczona nie mogłam zasnąć… Po przeczytaniu kilku ostatnich stron zapomniałam o bólu mięśni i kalafiorze zamiast mózgu z niewyspania**, ponieważ czułam, jak pęka mi serce z nadmiaru emocji.

Omówmy jednak wszystko po kolei.

Dwóch panów z branży to opowieść o dwóch przyjaciołach, którzy postanowili założyć kino. Wbrew temu, co można wysnuć z opisu z okładki, pomysł na założenie kina przyszedł im do głowy nie w latach dwudziestych czy trzydziestych, ale na kilka lat przed wybuchem pierwszej wojny światowej. Całość fabuły generalnie rozbija się o to, jak wyglądało życie obydwu bohaterów na przestrzeni kilkudziesięciu lat (od 1909 roku do drugiej połowy lat czterdziestych), jak kino i jego rozwój (plus reklamowana wszędzie magia) wpływało na nich i na ich relację. Przyjaźń obu panów była nietypowa pod względem pochodzenia każdego z nich – Adam jest Polakiem, Marian polskim Żydem.

Katarzyna Czajka ma dobre, lekkie pióro, jej teksty na blogu czyta mi się szybko i przyjemnie. Podobnie miałam z Dwoma panami z branży, z tym, że z początku miałam duże problemy ze skupieniem się na treści. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron, gdzie czytanie polegało na tym, że co piąte zdanie ziewałam, a co dziesiąte dostawałam momentów zawieszenia i odpływałam myślami gdzieś hen, hen daleko (do Czech) doszłam do wniosku, że Zwierz podczas pisania niewątpliwie miała problemy z rozpoczęciem niektórych wątków, co poskutkowało trochę nierównym stylem i niepewnością podczas pisania. Nieciekawe pierwsze wrażenie jednak bardzo szybko ustąpiło, przez resztę powieści przeszłam jak burza (z przerwami na dużo różnych pobocznych spraw). Także jeżeli w trakcie czytania będziecie mieli podobne odczucie, nie zniechęcajcie się! Szybko minie 😉

Generalnie w Dwóch panach z branży nie ma gonitw, strzelanin, szybkiego wzbogacenia się na kinie, spektakularnych morderstw czy chwytających za serce romansów. Co wielu pewnie zniechęciło w trakcie… Natomiast ja nie miałam z tym faktem absolutnie żadnych problemów. Wiecie, dotarło do mnie, że tak naprawdę to ile można – samo życie dostarcza nam niesamowite ilości sensacji, mrożące krew w żyłach historie można znaleźć już po wejściu na jakikolwiek serwis informacyjny. Nie rozumiem więc tych, którzy spodziewali się po powieści Czajki nie wiadomo czego, a potem mieli pretensje, bo w sumie to żadnych wielkich karier, szybko wypracowanego bogactwa czy romansów z całą rzeszą aktorek nie było.  Inaczej: rozumiem, że mogli się nastawić na różne rzeczy wskutek przeczytania opisu z okładki (który co nieco sugeruje), ale opisy z okładki zwykle nie są tworzone przez autora. Trudno jest więc mieć do niego pretensje.

Jak już zapewne zdążyliście zauważyć, tematem przewodnim w tej powieści jest kino. 😉 A raczej pewien pomysł na to, jak mogła wyglądać praca w takim biznesie, jakie plusy i minusy wiązały się z prowadzeniem własnego kina, zwłaszcza w okresie dwudziestolecia międzywojennego (ach, to międzywojnie – piękne aktorki, przystojni aktorzy, muzyka, tematy, kino jidysz…). Zwierz przyznaje się wszem i wobec do swojego zainteresowania tematyką kina tamtych lat. Wątek kinowy prowadzi wdzięcznie, bez zbędnych wtrąceń, ale też bez naukowego, nudnawego tonu. Jest miło, przyjemnie, chociaż moim zdaniem wypadała mieć jakąkolwiek wiedzę na temat kinematografii tamtych lat na starcie, by zrozumieć parę wątków. Sama trochę się interesuję tym zagadnieniem, po lekturze książki Czajki nabrałam ochoty na dalsze studia w tym zakresie 😉

Jeśli chodzi o wątek żydowski (nie byłabym sobą, gdybym się nie wypowiedziała!) to jeszcze przed otwarciem książki wiedziałam, że nie będę miała się do czego przyczepić. Przyczyna, moi drodzy, jest prosta – gdyby Zwierz coś przekręciła lub zmyśliła, książka nie ujrzałaby światła dziennego. Rodzina autorki by do tego nie dopuściła 😉 Wracając – bardzo mi się podobało podejście do relacji Adama i Mariana. Pochodzenie obydwu z nich przez większość czasu nie grało głównej roli. To byli przyjaciele, jeden drugiego akceptował, pochodzenie było sprawą wręcz marginalną… Do pewnego momentu, ale o tym Wam już nie opowiem. Sami musicie sprawdzić 😉 Dodam od siebie jeszcze, że chwała Zwierzowi za to, że nie uczyniła z zagadnienia kina jidysz nie wiadomo jakiej rzeczy – owszem, napisała co nieco o tym, ale bez zbędnego rozdmuchania tematu. Nie, żebym twierdziła, że nie warto o tym pisać, odnoszę jednak wrażenie, że zbyt mocne przyczepienie się do kina jidysz zaburzyłoby fabułę.

A teraz największy spoiler ever – zakończenie wyciska łzy. Mi wycisnęło.

Debiutancką powieść Katarzyny Czajki oceniam jako naprawdę dobrą i przyzwoicie napisaną. Czuć, że Czajka nie czuje się jeszcze pewnie jako pisarka (przy okazji nasuwa mi się pytanie, czy podąży tą drogą), natomiast jestem pełna nadziei co do jej dalszej twórczości. Czy doczekam się kolejnej powieści, nie wiem, ale mimo wszystko będę jej wypatrywać. Wam zaś polecam włączenie sobie podczas czytania piosenek z lat międzywojennych, w połączeniu z książką tworzą doskonały klimat. 😉

PS W dniu premiery na blogu Kasi ukazał się ten oto przecudnej urody wpis, który jest listem do jej wydawców w sprawie egzemplarzy autorskich. Wzruszyłam się podczas czytania 🙂

*poważnie mówię. Czytam regularnie od lat bodajże dwóch. Jak nie trzech, ciężko stwierdzić, kiedy i od czego zaczęłam. Z początku jako nieodrodne dziecko korektorki łapałam za czerwony długopis przy każdej literówce i siłą powstrzymywałam się od bazgrolenia po matrycy laptopa, później jednak machnęłam na to ręką i skupiłam się na treści, nie na miejscami powalających literówkach. Bo tak naprawdę to treść jest najważniejsza (pozdrawiam Kasię) 🙂

**od kilku dni mam nowe powiedzonko. Wiecie, jak nazywa się stan, kiedy wstaję rano zmaltretowana przez życie i niewyspana? Świt Żywych Żydów. #kurtyna

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii kino jidysz, literatura polska o Żydach i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s