Zygmunt Miłoszewski, „Ziarno prawdy”

Zygmunt-Miłoszewski-Ziarno-prawdy wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011
Liczba stron: 446

W Sandomierzu ma miejsce morderstwo. Ciało zostaje znalezione pod murami starej synagogi. Przypadek? Czy może coś o wiele bardziej złożonego?

Zapewne część z Was słyszała o tym, jak to Żydów na przestrzeni lat oskarżano o niestworzone rzeczy – mordy na chrześcijańskich dzieciach, dodawanie krwi do macy i tak dalej. Często i gęsto okazywało się, że oskarżenia były całkowicie bezzasadne (jak w przypadku wydarzeń poprzedzających pogrom kielecki), ale to jednak stwierdzano po fakcie, kiedy ludności żydowskiej już zdążyła stać się krzywda.

Legendy dotyczące Żydów przetrwały do czasów dzisiejszych i żyją w świadomości ludzkiej. Wystarczy byle drobnostka, by je przywołać. Łatwo więc wyobrazić sobie, co się może stać, kiedy zamiast drobnostki miałoby miejsce coś o wiele większego, przerażającego…

Na Ziarno prawdy trafiłam bardzo późno – pamiętam, jak w kinach wyświetlano film na podstawie tej książki. Wtedy w moim życiu działo się bardzo dużo, nie miałam głowy na chodzenie na seanse, tak więc sporo rzeczy nadrabiam do tej pory. Jako, że normalnie nie czytam kryminałów, powieść Miłoszewskiego musiała poczekać na swoją kolej.

Generalnie zarys fabuły można sprowadzić do tego, co napisałam na początku wpisu. W Sandomierzu zamordowano znaną i lubianą działaczkę społeczną. Jej nagie ciało zostaje odnalezione pod starą synagogą. W całej tej zbrodni najbardziej przerażające jest to, że Elżbiecie Budnikowej poderżnięto gardło w sposób podobny do tego, którym zabija się krowy w koszernej rzeźni. Sprawą natychmiast zaczyna zajmować się Teodor Szacki – warszawski prokurator, który postanowił zacząć nowe życie po rozwodzie właśnie w Sandomierzu, mieście ojca Mateusza. Nietrudno się domyślić, że od momentu odnalezienia zwłok Budnikowej nie może być mowy o żadnej małomiasteczkowej sielance…

Kryminały czytam bardzo rzadko, ponieważ nie interesują mnie powieści sprowadzające się do schematu zbrodnia-śledztwo-rozwiązanie zagadki-złapanie winnego (opcjonalnie). Nudzę się przy tym. Jeżeli już sięgam po tego typu literaturę, to tylko dla wyjątkowej historii lub tła (miasto, grupa społeczna itd.). Mam na koncie kilka całkiem zgrabnie napisanych kryminałów z wątkiem żydowskim (chociażby W sobotę rabin pościł czy Związek żydowskich policjantów), dlatego też skusiłam się na Ziarno prawdy.

I muszę powiedzieć, iż nie była to zła decyzja.

Powinnam zacząć od tła, tego, jak wyglądały nawiązania do historii Żydów i ogólnie pojętego judaizmu, ale rozpocznę peany od postaci prokuratora Teodora Szackiego. Uwielbiam tego faceta!!! Z początku budził we mnie niechęć i antypatię, z biegiem czasu jednak odkrywałam coraz więcej jego ludzkich, zwyczajnych cech i pod koniec powieści żałowałam, że moje spotkanie z Szackim na chwilę obecną dobiega końca. W Szackim urzekło mnie to, jak bardzo złożoną postacią jest, jak targają nim rozmaite, niewydumane emocje, jak przeżywa to, co się wokół niego dzieje. Śledzenie jego poczynań było dla mnie czystą przyjemnością. W dodatku to niezwykle inteligentny, momentami nawet dowcipny człowiek. Chociaż miejscami cham. Panie Miłoszewski, brawo!

Do ujętej w powieści tematyki żydowskiej nie mam prawa się przyczepić. Nawiązań było naprawdę sporo, każde w odpowiednim miejscu i opisane wyczerpująco jak na taką powieść. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, że tak naprawdę każda z osób biorących udział w śledztwie coś tam w tym temacie wiedziała; nie zawsze było to coś wielkiego, niemniej jednak wszyscy dołożyli od siebie jakąś cegiełkę podczas rozwiązywania zagadki śmierci Elżbiety Budnik.

Z początku bałam się trochę, że Miłoszewski podejdzie do tematu ogólnikowo, stereotypowo i bez merytorycznego przygotowania. Nic bardziej mylnego. Zagadnienie mordu rytualnego (i wszystkie inne, które pojawiają się w dalszych rozdziałach) zostało potraktowane dobrze, bez przekłamań (te były jedynie częściami wypowiedzi niektórych bohaterów), nie mam zastrzeżeń.

Gdybym miała znaleźć jakieś wady to najprędzej miałabym do autora żal o stworzenie niektórych pobocznych bohaterów. To właściwie tyle w temacie. Ziarno prawdy bardzo mi się podobało, aczkolwiek myślę, iż nie jest to lektura dla każdego.  Wszystko tak naprawdę zależy od upodobań.

Słówko o ekranizacji: Film obejrzałam kilka dni po zakończeniu książki i nie miał on żadnego wpływu na moją opinię dotyczącą pierwowzoru. Z prostej przyczyny: wpierw napisałam wpis, potem zasiadłam do oglądania.

Pierwsze wrażenie – Chryste Panie, kto wymyślił takie napisy początkowe. Są obrzydliwe. Nie podobają mi się. W pewnym momencie miałam ochotę je przewinąć.

Co do całego filmu… Fabuła uproszczona do granic możliwości. Z jednej strony wcale mnie to nie dziwi – gdyby twórcy chcieli zekranizować całą powieść (ze wszystkimi szczegółami), film trwałby kilka godzin. Zamiast tego trwa niecałe dwie. Z drugiej strony jednak parę razy mocno przeżywałam skróty oraz całkowite usunięcia wątków.

Nie będę opowiadać, co dokładnie zostało zmodyfikowane, po co mam Wam spoilerować. Swoją opinię sprowadzę do jednego zdania – jako odrębna całość Ziarno prawdy jest całkiem niezłym filmem (ale miejscami dziwnym), jako ekranizacja powieści niestety nie spełnia moich oczekiwań.

Aczkolwiek Więckiewicz w roli Teodora Szackiego skradł moje serce. Mimo, iż filmowy Szacki momentami jest większym palantem, niż ten książkowy.

szerokość 500 nie więcej ziarno prawdy

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ekranizacje, literatura o Holokauście, pozostałe, wątek żydowski, Żydzi w filmie polskim i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s