Odczarować Radom (5.06.2016)

Sezon wakacyjny w pełni. Zarówno ja, jak i część moich znajomych spędzamy długie godziny na planowaniu rozmaitych wojaży (chociaż ja rozpisuję sobie także powakacyjne, ale nikt nie powiedział, że jestem normalna). Wiecie, jak to w życiu bywa: część wyjazdów człowiek planuje z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, inne zaś spadają mu na głowę jak grom z jasnego nieba, stawiając go przed dwiema opcjami: mieć spokojny weekend lub jeździć i zwiedzać świat.

Pod koniec maja rozmawiałam ze swoją znajomą Agatą (Agata prowadzi kanał na YouTube, opowiada mądre rzeczy o chodzeniu na siłownię. Oglądajcie Agatę, warto) na temat wypadu do Radomia. Pomysł na pierwszy rzut oka szalony i beznadziejny (bo przecież nic w tym Radomiu nie ma, grzmią Internet i mój mąż) trafił na podatny grunt. Zresztą, sami zobaczcie.

Od niezobowiązującej rozmowy szybko przeszłyśmy do konkretów – ustaliłyśmy termin wyjazdu (niedziela, tydzień później), sprawdziłyśmy cenę biletów. Nic nie mogło nas powstrzymać.

Część z Was zapyta zapewne, o co tak naprawdę chodzi z tym Radomiem i czym się tak ekscytować. Otóż Radom stał się (na równi z Sosnowcem) miastem, z którego ludzie robią sobie żarty. Wiecie, w Radomiu wszystko jest brzydkie, ludzie mają mentalność rodem ze wsi, nic tam nie ma, jeszcze można w ryj dostać przy byle okazji. Po co więc tam jechać?

Byłam w Radomiu kilka lat temu na konwencie mangowym. Tak, mówiono mi, że w Radomiu nic nie ma. Nikt mi potem nie wierzył, kiedy opowiadałam, że w sumie to coś tam jednak jest.

Nie, żebym była ambasadorką Radomia (w przeciwieństwie do Kielc, które kocham i do których mogłabym jeździć co miesiąc), moim zdaniem jednak nie jest to miejsce zapomniane przez Boga i ludzi. Tam naprawdę jest co zwiedzać. Trzeba tylko ruszyć się z kanapy, wsiąść w autobus, dojechać i znaleźć punkt informacji turystycznej*. Potem już jest z górki.

Tak więc byłyśmy m.in. w Muzeum Wsi Radomskiej. Jest to całkiem sympatyczny skansen, do którego można wybrać się z dziećmi. Każdy znajdzie tam atrakcje dla siebie. Położony w lesie na obrzeżach miasta jest świetnym miejscem do wyciszenia się, dotlenienia, ucieczki od zgiełku i miejskiego chaosu. Mówię poważnie.

Podczas naszej wizyty akurat trwały różne wydarzenia związane z którąś rocznicą powstania lokalnej szkoły językowej.  Aż przyjemnie było patrzeć na atrakcje, które szkoła zorganizowała dla dzieci. Zresztą, cóż mogę powiedzieć – w pewnym momencie rzuciłyśmy się puszczać bańki mydlane, nie dbając o to, co o nas pomyślą ludzie wokół. Niech się uczą, że blogerki/vlogerki z Warszawy są dość ekscentryczne 😉

Spacerowałyśmy po mieście, robiąc niezliczoną liczbę zdjęć. Na każdym kroku coś nas zaskakiwało. Radom może nie jest tak spektakularny jak np. Wrocław (ponoć jest, tak mi opowiadano) czy Gdańsk, niemniej jednak jest tam co oglądać. Osobiście bardzo lubię ulicę Żeromskiego, która stanowi główny turystyczny deptak Radomia i która momentami wygląda lepiej, niż ulica Piotrkowska w Łodzi. Serio.

Oczywiście, żeby nie było za różowo, trafiłyśmy na okryty złą sławą pomnik upamiętniający Marię i Lecha Kaczyńskich oraz pozostałe ofiary katastrofy smoleńskiej. Niby minęło już kilka lat, ale widok tego… czegoś sprawił, że coś się we mnie zatrzęsło. Nie będę wchodzić w dywagacje, albowiem są one zbędne. Moje zdanie jest takie: ten pomnik to było dla mnie trochę za dużo.

Domyślacie się, że nie byłabym sobą, gdybym nie zaciągnęła biednej i niewinnej Agaty w miejsca związane z radomskimi Żydami. Nie każdy wie, że w Radomiu było przed wojną bardzo wielu Żydów. Zresztą, trudno się dziwić. Miasto to podzieliło los innych polskich miast – o tym, że kilkadziesiąt lat temu na danym terenie żyła ludność żydowska świadczą nieliczne ślady. W tym cmentarz.

Warunkiem mojego wyjazdu do Radomia była wycieczka na cmentarz żydowski. Podczas poprzedniej wizyty nie udało mi się do niego dotrzeć. Nic straconego, wszystko nadrobiłam 🙂

W informacji turystycznej uzyskałyśmy informację, kto udostępnia klucz do cmentarza. Spieszę tłumaczyć, dlaczego dostęp do tej nekropolii jest ograniczony.

Cmentarz żydowski znajduje się na obrzeżach miasta (to inne obrzeża niż te, gdzie usytuowane jest Muzeum Wsi Radomskiej). Jest to duży, kilkuhektarowy teren, położony w niewielkiej odległości od najbliższych zabudowań. Podejrzewam, że gdyby brama była cały czas otwarta, już po kilku dniach nie byłoby co zwiedzać. Tak niestety bywa w naszej polskiej rzeczywistości. Zresztą, nekropolia ta padała ofiarą wandali wielokrotnie…

Nie podam Wam danych osoby znajdującej się w posiadaniu kluczy do bramy kirkutu. Jeżeli jesteście zainteresowani, idźcie do punktu informacji turystycznej i ładnie poproście. 😉

Mi i Agacie dane było przebywać na terenie cmentarza przez dwadzieścia minut (długa historia). Ograniczyłyśmy nasze zwiedzanie do przejścia pod pomnik-lapidarium, zrobiłyśmy także kilka zdjęć pod ohelem, rzuciłyśmy okiem na resztę kirkutu i pobiegłyśmy oddać klucze.

Powiem tak: cmentarz żydowski w Radomiu robi wrażenie. Z perspektywy zwiedzającego jest olbrzymi, aczkolwiek z ważnych punktów warto zobaczyć jedynie pomnik i ohel. No i ogrodzenie, w które wmurowano fragmenty odnalezionych po wojnie macew.

Jedyne, do czego mogę mieć pretensje, to obecny stan nekropolii. Jest tak strasznie zarośnięta…

Innym punktem naszego żydowskiego zwiedzania był pomnik upamiętniający radomską synagogę. Znajduje się on przy ulicy Bóżniczej (kilka minut spacerkiem od ulicy Żeromskiego), usytuowano go na placu, gdzie przed wojną stała synagoga.

Osoba projektująca pomnik miała naprawdę ciekawy pomysł. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć postać kobiety oraz… macewy. A raczej odwzorowanie wyglądu macew. Przyznam szczerze, nie spotkałam się jeszcze z taką formą upamiętnienia lokalnej społeczności żydowskiej. Że też ktoś wpadł na pomysł wyrzeźbienia nagrobków, a nie wmurowania prawdziwych, które można znaleźć na cmentarzu.

Radom nie jest tragiczny. Nie ma tam może spektakularnych atrakcji (chociaż Muzeum im. Jacka Malczewskiego jest fenomenalne, byłam tam kilka lat temu), ale jest co oglądać. I gdzie spacerować. Moim zdaniem warto rozważyć jednodniową ucieczkę ze stolicy właśnie w okolice Radomia.

Bawiłyśmy się świetnie (przynajmniej Agata twierdzi, że wszystko było OK. Jakby co, starałam się!). Wróciłyśmy zmęczone jak nie wiem co, ale zadowolone. Chwilowo nie mam po co wracać w tamte rejony, ale, kto wie, co przyniesie przyszłość…

Blogerka przy pracy. #radom #czechożydekpodróżuje #jewsinpoland #jewishcemetery #kirkut #bloggeratwork

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

 

*Niedowiarków informuję: TAK, w Radomiu jest coś takiego jak punkt informacji turystycznej. Udzielono nam tam wielu przydatnych informacji. Serdecznie pozdrawiam pana, który tam pracuje! 🙂

 

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże małe i duże i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Odczarować Radom (5.06.2016)

  1. Darek pisze:

    Tylko ja z Radomia? Przeczytałem tekst z przyjemnością, szkoda, że wskutek obowiązków przegapiłem, postaram się w ciągu najbliższych dni odnieść się szerzej Do Twojej relacji. Pozdrowienia od Czecha z Ostrova.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s