Złap Pokémona w Auschwitz, czyli o co chodzi z Pokémon Go.

Od paru dni moja tablica na Facebooku upstrzona jest postami znajomych i rozmaitymi newsami dotyczącymi gry Pokémon Go, która w ciągu kilku dni od premiery stała się niezwykle popularna.

Gra generalnie polega na tym, że chodzi się po okolicy (tak, aby móc w to grać, trzeba wyjść z domu) i łapie Pokémony przy pomocy swojego smartfona. Wszystko dzięki rzeczywistości rozszerzonej.

Coś, co porwało serca wielu ludzi wychowanych w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to anime Pokémon było u szczytu popularności, zdążyło także wywołać kilka skandali. Wszystko to w ciągu bardzo krótkiego czasu.

Tak więc… O co chodzi z tą grą i w jaki sposób można złapać Pokémona na terenie byłego obozu koncentracyjnego?

pokemon-go
Z początku myślałam, że to nieprawda i że ktoś sfabrykował to zdjęcie przy pomocy Photoshopa. Okazało się, że takie rzeczy dzieją się naprawdę…

Gra Pokémon Go, jak już wspomniałam, korzysta z tzw. rzeczywistości rozszerzonej (augmented reality). Wystarczy uruchomić na smartfonie aplikację, po czym sprawdzić na ekranie, czy w miejscu, gdzie się znajduje gracz (np. biuro, park, teatr etc.) nie widać przypadkiem Pokémona. Działa to trochę na zasadzie aparatu fotograficznego – odpala się aplikację, nakierowuje telefon na dany obiekt i bach, widać coś.

Gra opiera się na danych lokalizacyjnych z Google Maps. Pokémony można znaleźć w miejscach wyróżnionych na mapach, system sprawdza, gdzie gromadzą się ludzie. Tak więc gracze w poszukiwaniu nowych stworków pędzą m.in. do muzeów, galerii handlowych, kościołów, posterunków policji i tak dalej. Niestety, system rozmieszczający tzw. Pokéstopy (punkty, wokół których warto szukać Pokémonów) jest bezmyślny, a co za tym idzie, nie wykreśla niektórych lokalizacji. Tak też się stało w przypadku Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie czy muzeum byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu, gdzie widziano już i Pokémony, i graczy z nosami w smartfonach.

O grze trąbią piszą wszystkie możliwe media. Tylko podczas trzydziestu minut poszukiwań znalazłam artykuły traktujące o Pokémon Go chociażby na Jewish Telegraphic Agency (największa uwaga skupiona jest na Muzeum Holokaustu), Metrocafe.pl (artykuł ogólny) czy też TVN24.pl. W trakcie tworzenia tego wpisu trafiłam także na tekst na Wysokich Obcasach (chyba najbardziej szczegółowy ze wszystkich wyżej wymienionych).

O ile z jednej strony bawi mnie to, że podobno ludzie grający w tę grę biegają teraz po całej Warszawie w poszukiwaniu Pokémonów (co stanowi rewolucję, ponieważ – jak powszechnie wiadomo – granie w takie gry zwykle nie zmusza gracza do wychodzenia z domu, wprost przeciwnie), co często przeradza się w zabawne sytuacje, tak nurtuje mnie pewna kwestia związana z miejscami pamięci jako Pokéstopami.

Nie będę roztrząsała kwestii tego, że punkty odwiedzane przez rzesze ludzi (co roku Auschwitz i Birkenau zwiedzają setki tysięcy osób!) z automatu stają się Pokéstopami. Moim zdaniem to kwestia systemu, który nie jest filtrowany (bo albo nikt na to nie wpadł, albo nie da się nałożyć odpowiednich filtrów), nie ma sensu się nad tym zastanawiać.

W moim odczuciu problem polega na tym, że ludzie w muzeach poświęconych ludobójstwu mają chęć włączyć taką aplikację i sprawdzić, czy gdzieś w okolicy nie można znaleźć Pokémona. I potem mamy kwiatki w stylu powyższego zdjęcia, gdzie przy bramie z napisem „Arbeit macht frei” znajduje się Pokémon znany z podtruwania swoich przeciwników trującym gazem. To akurat było strasznie niefortunne wygenerowanie… Wracając do tematu – nie rozumiem tych, co podczas wycieczek w miejsca, gdzie mordowano ludzi lub też gdzie się bada ludobójstwa mają chęć odpalić aplikację z taką grą. Ba, z jakąkolwiek grą.

Nie mówię, by zakazać używania smartfonów podczas zwiedzania Auschwitz, bo to działanie bez sensu (mówi to ta, co w trakcie podobnych wycieczek robi zdjęcia telefonem). Fajnie by było jednak się zastanowić nad tym, dlaczego gracze to robią. To jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe.

Odnoszę wrażenie, że po skargach ze strony władz Muzeum Holokaustu oraz rosnącej liczbie artykułów o Pokémonach znalezionych w Auschwitz twórcy gry przemyślą sprawę. Pytanie, czy zrobią to sami grający.

Źródło zdjęcia: Jewish Telegraphic Agency

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii pozostałe i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Złap Pokémona w Auschwitz, czyli o co chodzi z Pokémon Go.

  1. Agacior88 pisze:

    Dla mnie zrozumiałe jest – chodzi tu o granicę sacrum i profanum. Dla każdego stoi ona gdzie indziej, a niektórych wręcz bawi jej przekraczanie. Przykład? Żarty z Jana Pawła Ii (które niejednokrotnie przekroczyły granicę dobrego smaku) czy żarty ze zmarłej blogerki. Ludzie chodzą na cmentarze żeby się pomodlić albo żeby złapać cmentarnego Pokemona. To jest dziwne, ale… imho prawdziwy problem z grą zacznie się, gdy zacznie powodować pierwsze wypadki przez nieuwagę graczy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s